Jechaliśmy sobie i robiliśmy zdjęcia.
Najpierw zagadka - co to za miasto?
Nie jestem pewna, czy przewiduję jakieś nagrody ;-)
W podróży interesowało mnie głównie niebo.
I to w Morągu...
Przed pałacem Dohnów na drzewie siedział ptasior. Musieliśmy stanąć gdzieś blisko jego gniazda, bo trzymał w dziobie pióro i udawał, że nic_tu_nie_ma_ciekawego :-)
I to w Jantarze... (taaak, jechaliśmy bez planu, przed siebie...)
I to w Stegnie. Do której wpadliśmy przy okazji, żeby zobaczyć kościół wewnątrz. Ale nie udało się, bo trafiliśmy akurat 5 minut po rozpoczęciu mszy, więc głupio było wchodzić robić zdjęcia.
Będzie okazja żeby pojechać tam raz jeszcze ;-)
Będzie okazja żeby pojechać tam raz jeszcze ;-)
Skoro już byliśmy na plaży, była okazja żeby wyciągnąć z torebki jeszcze jedną pasażerkę.
Byłabym wdzięczna za pomoc w identyfikacji, tym bardziej, że mam chyba też blondynkę z tej serii. Panna miała kiedyś grzywkę oraz skrzydła, po których zostały jej dwie dziury w plecach.
Tak mam jakoś ostatnio, że podobają mi się wszystkie ciemnoskóre lalki. Na niektóre mnie na szczęście nie stać...
Ogólnie pogoda była... różna. Piękne niebo, słońce dające nadzieję, że może być ciepło, a przy tym zimny wiatr.
Chociaż oczywiście niektórzy się opalali.
O których może innym razem :-)