Znalazłam go w SH, miał na sobie spodnie i koszulkę (zniszczoną na plecach), oczywiście nie miał butów. Poza tym wymagał kąpieli i doprowadzenia do ładu włosów - co udało mi się o tyle o ile. Ma niestety pękniętą szyję, przez co co chwila kokieteryjnie odchyla głowę. Na szczęście mocno dociśnięta trzyma się w miarę. Do zdjęć wystarczyło.
Dzisiaj wybrał się na poszukiwanie - jesieni, żony, dzikiego zwierza? Nie wiem, znaleźliśmy tylko dwa bardzo słodkie jabłka. Już pożarte, przez fotografa ;)
Ostatecznie zapozował ze słonecznikiem. Chyba jedynym, którego jeszcze nie wydziobały sikorki :)