Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2014

dwa kąty

Własne cztery kąty - odwieczne marzenie ludu pracującego miast i wsi. Lalki mają pod tym względem jeszcze gorzej, bo cztery kąty w ich przypadku to na ogół szczelnie zamknięte pudło. Na kąty mieszkalne mogą liczyć rzadko, na dodatek najczęściej te kąty są tylko dwa.
Ale lepsze to niż nic, prawda?

Czy ktoś ze zgromadzonych pamięta, że mój późny powrót do zabaw lalkami wziął się z zachwytu nad domkami w skali 1:12? Zachwyt pozostał do dzisiaj, a w najciemniejszym zakamarku mojego jestestwa drzemie marzenie o takim domku. Który gdzieś, kiedyś na pewno...

Dwa kąty. W nieco większej skali i jako wprawka. Niedokończone i prowizoryczne, więc najprawdopodobniej bardzo długowieczne.

 
W roli modelek jeden świeży (bezimienny) nabytek i pokazywana już na blogu Kaja. Po kilku miesiącach znajomości uznałam, że jej buzia podoba mi się na tyle, że zasługuje na ruchome ciałko. To był mój pierwszy przeszczep :)


Nowa panna doprowadzała mnie do rozpaczy przewracając się co chwila, więc ustawiłam ją tak, żeby przewrócić się nie mogła. A wydawało mi się, że przyjechała do mnie z porządnego domu!




Moje dwa kąty może nie powalają kunsztem, ale mają kilka zalet. Niemal zerowy koszt, swobodny dostęp do materiałów, no i oczywiście to, że jam-ci je sama wykonała :D
Zielony fotel powstał wg pomysłu z Planety Parczun, a lampkę pożyczyłam od syna. Niestety muszę ją oddać, pilnuje.

sobota, 12 października 2013

Kaja na spacerze

Po tygodniach łapania oddechu jak ryba wyciągnięta z wody wreszcie powoli zaczynam oddychać. Szału nie ma i nadal większa aktywność nie wchodzi w grę, ale wczoraj udało mi się wybrać na spacer.
Dostojnym krokiem ;)

Wzięłam ze sobą Kaję, która domagała się jakichś zdjęć.

Najpierw na tle półdzikiej jabłonki...

Potem z jesienną łąką w tle...

I z lasem w oddali...

"Ja byłam z pieskiem, czy bez pieska?"





Później spacer z psem zmienił się w grzybobranie.

Jak widać poszła w jakość, nie ilość ;)


Kaja-sztywniara ma na sobie komplecik, który sama jej uszyłam, więc proszę się nie śmiać, poprzednie próby szycia lalkom garderoby zakończyłam ćwierć wieku temu ;)
Włosy po umyciu nakręciłam na wałki z pociętej rurki do napojów i polałam wrzątkiem - loków nie udało mi się uzyskać, ale uznałam, że satysfakcjonuje mnie ten nieład artystyczny.
Buty pochodzą z zestawy Steffi. O dziwo lalka stoi w nich samodzielnie.

***

I jeszcze bonus:

poniedziałek, 30 września 2013

Jeszcze żyję...

...ale lekko nie jest.
Póki co nie mogę za bardzo oddychać, a to znacznie ogranicza inne działania. Także te związane z lalkami.

Zanim jeszcze czułam się tylko źle (co było wstępem do tragicznie), umyłam i doprowadziłam do porządku trzy kupione tydzień temu pannice. Sztywniara została ochrzczona Kają i dostała nawet uszyte przeze mnie jesienne ubranko. Ba, zdjęcia też próbowałam robić, ale cudzym, bardzo takim sobie aparatem, w dosyć ciemnym mieszkaniu i bez możliwości wyjścia w plener wyszły słabo. Na tyle słabo, że zakwalifikowały się tylko dwa.
Które niniejszym zamieszczam, na dowód tego, co w tytule.
Mam nadzieję, że różnicę w wyglądzie przed i po i tak widać :)



Bratzki niestety nie miały tyle szczęścia, muszą poczekać na lepsze okoliczności.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Annika i Westley

Nareszcie. Obydwa rozczochrańce są już umyte i ubrane. Długo to trwało, wiem.
Prawdę mówiąc samo mycie odbyło się natychmiast, zatrzymałam się na doprowadzaniu do ładu włosów. Wyglądały na pierwszy rzut oka dużo lepiej, w rzeczywistości obydwie panny miały na głowie wielkiego kołtuna.
Zależało mi na dwóch rzeczach - żeby nie wyrwać wszystkich włosów i żeby te, które zostaną, nadal było kręcone.
Chyba mi się udało.
Szanowni państwo, przedstawiam Annikę :)
(jako Annikę z Barbie i Magia Pegaza rozpoznała ją ajatoco)


Udało się domyć, chociaż zostały niewielkie plamki na czole i nodze, chyba od lakieru do paznokci, a ja notorycznie zapominam o kupieniu zmywacza. Sukienka wymagała tylko doprania i zawiązania na kokardkę jednej tasiemki ;) To całkiem sprytna sukienka, wystarczy ją rozpiąć na plecach i przekręcić... i mamy całkiem inny strój.

A teraz Westley.

Z jej włosami miałam więcej problemów, na szczęście uniknęłyśmy oskalpowania. Co prawda nie ma takich ładnych splotów, ale włosy są rozczesane, kręcone, pachnące i w ogóle.
Sukieneczkę wydziergałam ja sama, osobiście. Nie wiem, co mi się stało w głowę, ale postanowiłam przypomnieć sobie, jak się robi na szydełku. Bolały mnie palce obydwu dłoni, język (od zagryzania...), a mózg chyba parował co jakiś czas.
Ale dałam radę! Efekty co prawda nie są powalające, ale i tak czuję się szalenie dumna :D

Czy ktoś może mieć pojęcie, jak ta panna ma na nazwisko?


W tle wystąpiły kawałek drogi, łąki, lasu i dzika jabłonka.

czwartek, 5 lipca 2012

magnetyczny podwieczorek

Kramik warzywny chwilowo zamknięty, wczoraj postanowiłam zmierzyć się z wypiekami.
Nie umiem piec ciast, zdarzyło mi się je upiec ledwie kilka razy w życiu, więc cieszcie się, że nikt tego, co stworzyłam wczoraj jeść nie musi ;)




Lalczyna dłoń trzymająca talerzyk zapowiada drugą część wpisu.


To jest właśnie jedna z dwóch "pełnowymiarowych" lalek, kupionych w second handzie na początku tygodnia. Wykąpana i ubrana, nie wymagała właściwie żadnych zabiegów, co chyba widać. Jedyny uszczerbek na urodzie to niewielkie zabarwienie na lewej łydce.
Bardzo mi się podoba to, że ma niemal niewidoczny makijaż.
Kompletnie się nie znam na typach i seriach :) Pewnie jakąś cechą charakterystyczną są cieliste, wyciskane w barbiowy wzorek "majtki". No i dwie dziurki na nadgarstkach oraz magnes na lewej dłoni
O, taki:


I na zakończenie Baśka w dżungli ;)


czwartek, 28 czerwca 2012

Trochę marchewek i zupełnie nieudane jabłka

Marchewki lepią się same, kusi mnie wystawienie ich na allegro, testowo.
Muszę dzisiaj sprawdzić ile kosztuje kilogram młodej marchwi ;)

Jabłka... no cóż, nie chciałabym takich jeść. Są efektem eksperymentów z mieszaniem kolorów i coś, co miało być zdrowym czerwonym rumieńcem wyszło jak brzydka brązowa plama (chociaż nieco mniej brązowa niż na zdjęciu). Ale za to z kształtu jestem zadowolona.
Pora chyba szukać jakichś farb do modeliny...


wtorek, 26 czerwca 2012

coś na przeziębienie

W czasie weekendu nie miałam czasu ani weny, za to wczoraj wieczorem wzięłam się do pracy. I tak powstał zestaw na przeziębienie, chociaż dopiero robiąc zdjęcia odkryłam to ukryte znaczenie ;)

Dopracowałam czosnek, teraz ma korzonki i wygląda chyba lepiej.



I jeszcze banany, cytryny i chili. Banany chyba najmniej udane, wymagają moim zdaniem podmalowania - ale to już kolejny etap, do niego jeszcze nie dojrzałam ;)




środa, 20 czerwca 2012

wtorek, 19 czerwca 2012

czosnek i bakłażany

Pierwsze podejście, efekty wczorajszej popołudniowej dłubaniny.

Z czosnku jestem ogólnie zadowolona, chociaż brakuje mu wykończenia - śladu po korzonkach, wpadłam na to już po upieczeniu. A bakłażany są zbyt jaskrawe - chociaż na szczęście nie aż tak niebieskie jak na zdjęciu :)



poniedziałek, 18 czerwca 2012

zielenina

Mówiłam, że powoli mi to idzie :)
Po próbach z plasteliną przyszła pora na modelinę. Nieco wyższy poziom, wstęp do fimo i fimopodobnych - modelina jest tańsza i nie boję się jej psuć.



Ogórki są takie sobie, ale powstawały późnym wieczorem, przy słabym świetle. Marchewki chyba wypadły nieźle, muszę się tylko zastanowić, jak rozpracować natkę...