Jak wszyscy, to wszyscy ;)
W dzieciństwie miałam pluszowego lisa, pieska, słonika (ukochanego niemal na śmierć), ale misiów niewiele. Najwspanialszy i ulubiony był mojego wzrostu kiedy go dostałam i telepie mi się w zakamarkach pamięci, że wzbudzał mój strach.
Ja rosłam, miś kurczył się z każdym rokiem... Wypchany trocinami twardziel dzielnie znosił przebieranie w sukienki i moje stare śpiochy. Miał żonę - najpiękniejszą z moich lalek, a z nią chyba kilkoro dzieci. Był jedną z tych zabawek, których moja rodzina nawet nie próbowała mi zabierać, żeby przekazać młodszym dzieciom w rodzinie. Byłam dzieckiem cichym i spokojnym, ale chyba przeczuwali, czym mogłoby się to skończyć.
Ale o zabawkach z dzieciństwa będzie kiedy indziej. Większość ocalałych trzymam na strychu, na który chwilowo - z powodu nieustającego braku oddechu - nie mam wstępu.
Z okazji światowego dnia pluszowego misia życzę wszystkim misiom i ich właścicielom wszystkiego najlepszego :)