Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Christie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 maja 2015

Słoneczna Sol


Zazwyczaj nie nadaję lalkom imion. W każdym razie nie wszystkim. Najczęściej jakieś imię tworzy się podczas zapisywania obrobionych już zdjęć, dla ułatwienia.
I potem takie imię zostaje, oczywiście pod warunkiem, że nie zapomnę.
Tym razem pomyślałam o Sol. Był już wczesny wieczór kiedy wyszłam zrobić zdjęcia, słońce świeciło z zachodu (chociaż ten zachód z dnia na dzień coraz bliżej północy, w czerwcu niemal całą noc będzie jasno), było cicho i ciepło. Słonecznie.


Płaskostopych lalek mam niewiele, może dlatego je lubię? W plażowych lalkach Mattela lubię kształt i wielkość stóp, podoba mi się to, że mają wyraźnie zaznaczone palce i paznokcie. I kostki, o których zwykła Barbie może pomarzyć.

Tę płaskostopą lubię podwójnie, bo jest kolejną ciemnoskórą panną w moich - rozrastających się bez umiaru - zbiorach.


Poza tradycyjnym kołtunem, brakiem kolczyków i lekko startym lakierem na paznokciach, żadnych poważnych defektów nie stwierdziłam. Udało mi się nawet rozczesać jej włosy bez zniszczenia loków (karbowania?). Ciekawe, że lalka makijażem nie różni się od mojej pierwszej Christie, na pajacykowym ciałku. Byłam nawet trochę rozczarowana, bo liczyłam na jakieś różnice.


***

Co tam u kur, ktoś zapyta?
A dziękuję, pasają się.


niedziela, 17 maja 2015

Panna Apple i panna Blum

Powinnam właściwie zacząć tak jak ostatnio - tydzień temu...
Tydzień temu miałam urodziny. Miłosiernie pominę informację, które :-) Tortu i świeczek nie było, ale za to w ramach prezentu przyjechała do mnie ona.


Tak, to żałosne, bo piszę tak niemal przy każdej lalce, ale nie mam pojęcia kto to jest. Prawdę mówiąc ta wiedza nie jest mi do niczego potrzebna, poza zaspokojeniem zwykłej ciekawości, jak panna wyglądała w swoim oryginalnym ubranku, w stanie jeszcze nietkniętym. Wiem tylko, że jest piękna. I że zaspokoiła mój rosnący apetyt na ciemnoskóre lalki, przynajmniej na razie.

Dzięki MajorMistakes już wiem, że to Florida Christie, dziękuję :-)

Natychmiast zaprzyjaźniła się ze swoją - również anonimową - koleżanką. Przyznacie, że wyglądają razem zachwycająco :-)





Podobają mi się do wypęku. Albo i bardziej.
Panna w bluzeczce Hello Kitty miała kiedyś skrzydła, po których zostały dwa otwory w plecach, brakuje jej też pierścionka. Obydwie mają piękne, gęste włosy, o których mogą pomarzyć dzisiejsze córy Mattela, niestety, obydwie wpadły w ręce fryzjerek - jedna miała wygryzioną grzywkę i fantazyjny kołtun, nad którym udało mi się zapanować bez wyrywania kudłów, druga ma włosy skrócone przez proste udydanie kucyka. Z tym da się coś zrobić wrzątkiem i nożyczkami, ale póki co zachwycam się i nie mam czasu na nic innego.



Na niektórych zdjęciach doskonale widać, jaka była dzisiaj pogoda - w słońcu ponad 20 stopni, w cieniu ponad 10. Do tego lodowaty wiatr i od czasu do czasu kilka kropli deszczu.
Potrzebne mi betonowe stojaki dla lalek.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Zakochałam się

Zakochiwałam się stopniowo, nie w trzech na raz.
Za każdym razem było to uczucie zaskakujące, chociaż przed przynajmniej raz spodziewałam się uczucia. Lekkiego, może sympatii, może odrobinę fascynacji. A tu proszę, buch i mam. Trwam sobie w tym miłosnym stanie, patrzę z zachwytem, trochę wzdycham. Macam, gładzę, przeczesuję włosy.

Na zdjęcia nie mam czasu, a jak mam czas to nie mam światła. Tyle mojego, co mi telefon zrobi.
To nie jest więc sesja fotograficzna, a tylko portrety. Zdjęcia poglądowe.
W kolejności pojawiania się, będącej także kolejnością strzałów plastikowego amora :-)

Zelda. Ruda, zielonooka, piegowata. To w jej przypadku spodziewałam się zauroczenia, uwiodła mnie powłóczystym spojrzeniem.



Asha (nie wiem, dlaczego w pierwotnej wersji napisałam Nikki, myśląc Asha, podejrzewam, że to przez rozmyślanie, czyje ciałko może Asha pożyczyć). Rozczochraniec kupiony na aukcji, bo niedrogo, a ja nie mam ciemnoskórych lalek.
Coup de foudre, grom z jasnego nieba, oderwać się od niej nie mogę. Zastanawiam się, jak ją przemycić do pracy, żeby móc ciągle na nią patrzeć ;-)


JLo. Typowy efekt kompulsywnego chciejstwa, który uwiódł mnie natychmiast obłędnym uśmiechem. Ona jedyna jeszcze nie była macana, śpi bezpiecznie w pudełku. Do czasu...


Zdjęcia jako się rzekło z telefonu, obrobione tamże. Przy wysyłaniu mailem panny zostały z automatu przechrzczone na Żelaza Jako Nikki.
I to by było na tyle.