środa, 18 lipca 2012

paskuda retro

Niezbyt dobrze pamiętam, ale chyba miała na imię Asia. Nie byłam oryginalna w nazywaniu swoich lalek, najczęściej dziedziczyły imiona po członkach rodziny :)


Laleczka ma około 14 cm wzrostu, ruchome rączki i główkę, jest w swojej oryginalnej sukience zapinanej na plecach na zatrzask, oryginalne ma również buty - trudne do zgubienia, bo zamontowane na stałe. Trzydzieści lat temu je zdejmowałam, dzisiaj nie miałam odwagi, mam wrażenie, że guma, z których są zrobione, zdążyła zesztywnieć.


Ciałko jest plastikowe, rączki i główka z gumy. Włosy blond, całkiem nieźle przetrwały moje czesanie, wszyte są na tyle gęsto, że specjalnie nie widać wielkiej łysiny na środku z tyłu ;)
Żadnych sygnatur. Nie mam pojęcia jakiej jest narodowości i skąd się u mnie wzięła. Pamiętam, że moja kuzynka miała podobną, z ciemnymi włosami.



A wszystko przez skojarzenie :)

Każde pokolenie ma swoją paskudę ;)

sobota, 14 lipca 2012

identyfikacja: misja wykonana ;)

Jestem chora, przeciągam chodzenie spać, bo w nocy czuję się zdecydowanie gorzej. Wczorajszą noc spędziłam produktywnie, namierzając Barbie z magnesem.
No i wiem :)
Moja uciekająca panna młoda to Kennel Care Barbie, o ile dobrze doczytałam - z 2001 roku.

(zdjęcie oczywiście z Internetu)

Znalazłam ją w dwóch zestawach, z pieskami, jak na zdjęciu i z kotami, w zestawie znacznie większym (na Amazonie jest TU). Dziurki w nadgarstkach i magnes w dłoni miał jej pomagać trzymać różne akcesoria do pielęgnacji.

Czuję się mądrzejsza ;)
A moja miłośniczka zwierząt dostała wczoraj chihuahua w koszyczku, który pewnie kiedyś należał do jakiejś innej Baśki, zanim trafił do mnie.

Zdjęcia będą innym razem.


środa, 11 lipca 2012

poparzona ;)

Zgodnie z sugestiami oblałam mojej blondynce z magnesem w dłoni fryzurę wrzątkiem.
Efekty są zadowalające ;)

Zajęłam się też sukienką, w której ją kupiłam, panna wyraźnie uciekła sprzed ołtarza ;)
Butów brak, więc litościwie ukryłam jej stópki. Po wędrówce przez mokry ogródek były trochę brudne.



czwartek, 5 lipca 2012

magnetyczny podwieczorek

Kramik warzywny chwilowo zamknięty, wczoraj postanowiłam zmierzyć się z wypiekami.
Nie umiem piec ciast, zdarzyło mi się je upiec ledwie kilka razy w życiu, więc cieszcie się, że nikt tego, co stworzyłam wczoraj jeść nie musi ;)




Lalczyna dłoń trzymająca talerzyk zapowiada drugą część wpisu.


To jest właśnie jedna z dwóch "pełnowymiarowych" lalek, kupionych w second handzie na początku tygodnia. Wykąpana i ubrana, nie wymagała właściwie żadnych zabiegów, co chyba widać. Jedyny uszczerbek na urodzie to niewielkie zabarwienie na lewej łydce.
Bardzo mi się podoba to, że ma niemal niewidoczny makijaż.
Kompletnie się nie znam na typach i seriach :) Pewnie jakąś cechą charakterystyczną są cieliste, wyciskane w barbiowy wzorek "majtki". No i dwie dziurki na nadgarstkach oraz magnes na lewej dłoni
O, taki:


I na zakończenie Baśka w dżungli ;)


poniedziałek, 2 lipca 2012

maleństwo

Zajechałam dzisiaj na pocztę i wracając do samochodu usłyszałam głos ;)
Głos kazał mi skręcić, przejść na drugą stronę ulicy i zajrzeć do second handu. Niewielkiego i drogiego (zbyt drogiego jak na to, co można tam znaleźć), poza tym nigdy nie widziałam tam niczego, co byłoby chociaż podobne do lalki.
Ale głos jak to głos, siła wyższa. Kazał to poszłam ;)

Głos, jak się okazało, wiedział co mówi.

Najpierw natknęłam się na dwie siedzące na półce panny, niezidentyfikowaną Barbie i całkiem anonimowego klona. Dziewczyny kupiłam na wagę, zapłaciłam za nie 8 zł (to jakaś seria chyba, Emma i siatka z jej koleżankami też były za 8 zł). A wychodząc zajrzałam do koszyka z garstką plastikowego śmiecia i wyciągnęłam z niego tę oto dziewuszkę:


Nie chciała, żeby jej robić zdjęcia, bo od razu wygoniłam ją do ogródka, nieumytą i nieuczesaną ;)


Cioć nie ma na zdjęciach, bo jedna moczy głowę, a druga siedzi w kolejce do kąpieli.