niedziela, 3 listopada 2013

na temat (bez lalek)

Znowu rzutem na taśmę, dzięki bloggerowi, który uparcie odmawiał od wczoraj wklejenia zdjęć do wpisu.
Co tu dużo mówić.
Najpierw było tak:



Dynia powstała na imprezę z okazji Halloween, zorganizowaną w gronie niewielkim, ale za to bardzo przyjemnym towarzysko. Czwórka dwunastolatków była zachwycona ;)
Dwie mamy też.

Następnego dnia...


7 komentarzy:

  1. Dynia cudo, prawdziwa rzeźba. Szkoda, że taka nietrwała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo, niestety dynia nie jest moim dziełem. Ale mogę być dumna, że mam zdolnego faceta ;)
    Który oczywiście narzeka, że miał za mało czasu i że słaba mu wyszła. Ciekawe, co wymyśli za rok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dynię na pewno kroił ktoś z talentem! :-D

    OdpowiedzUsuń