Bez słów, bo co tu więcej mówić. Zwłaszcza gdy nie umie się do rymu ;-)
sobota, 16 maja 2015
sobota, 9 maja 2015
Tydzień temu
...2 maja wybraliśmy się na wycieczkę. Teoretycznie bez większych planów - ot, zwiedzić okolice, nieważne jakie, byle w drodze powrotnej zajechać... na pizzę do Ornety. Bo w Ornecie, w niewielkim lokaliku, któremu bliżej do budki niż do chociażby małego baru, robią dobrą pizzę, gdybyście byli w okolicy - polecam :-)
Jechaliśmy sobie i robiliśmy zdjęcia.
Najpierw zagadka - co to za miasto?
Nie jestem pewna, czy przewiduję jakieś nagrody ;-)
W podróży interesowało mnie głównie niebo.
I to w Morągu...
A potem była niedziela i - wreszcie - pojechałam na targowisko, targ, giełdę, flumark, co kto woli :-) Zbierałam się od wielu miesięcy. Pojechałam oczywiście z nadzieją, że coś uda się przygarnąć... I udało się. Młode dostało akordeon. A ja dwie sierotki...
O których może innym razem :-)
Jechaliśmy sobie i robiliśmy zdjęcia.
Najpierw zagadka - co to za miasto?
Nie jestem pewna, czy przewiduję jakieś nagrody ;-)
W podróży interesowało mnie głównie niebo.
I to w Morągu...
Przed pałacem Dohnów na drzewie siedział ptasior. Musieliśmy stanąć gdzieś blisko jego gniazda, bo trzymał w dziobie pióro i udawał, że nic_tu_nie_ma_ciekawego :-)
I to w Jantarze... (taaak, jechaliśmy bez planu, przed siebie...)
I to w Stegnie. Do której wpadliśmy przy okazji, żeby zobaczyć kościół wewnątrz. Ale nie udało się, bo trafiliśmy akurat 5 minut po rozpoczęciu mszy, więc głupio było wchodzić robić zdjęcia.
Będzie okazja żeby pojechać tam raz jeszcze ;-)
Będzie okazja żeby pojechać tam raz jeszcze ;-)
Skoro już byliśmy na plaży, była okazja żeby wyciągnąć z torebki jeszcze jedną pasażerkę.
Byłabym wdzięczna za pomoc w identyfikacji, tym bardziej, że mam chyba też blondynkę z tej serii. Panna miała kiedyś grzywkę oraz skrzydła, po których zostały jej dwie dziury w plecach.
Tak mam jakoś ostatnio, że podobają mi się wszystkie ciemnoskóre lalki. Na niektóre mnie na szczęście nie stać...
Ogólnie pogoda była... różna. Piękne niebo, słońce dające nadzieję, że może być ciepło, a przy tym zimny wiatr.
Chociaż oczywiście niektórzy się opalali.
O których może innym razem :-)
niedziela, 26 kwietnia 2015
Kennedy, córka Kena
Nie, to nie będzie saga. Chciałabym, pewnie, ale znam siebie, swoje możliwości i swoje lenistwo - nie da się.
Zresztą nawet nie wiem, czy dzisiejsza bohaterka to na pewno Kennedy, a nie Barbie. Założyłam, że jednak Kennedy, a imię ma na pewno po ojcu. Ja rozumiem, że Ken i Barbie wiecznie młodzi, ale kiedyś przecież musieli mieć jakieś potomstwo!
Niezbadane są wyroki dziecięcych rąk i zębów. Lalkę wyciągnęłam z pomiędzy stosu pluszowych misiów, w spodniach należących z pewnością do którejś z My Scene, z włosami w niemal idealnym stanie i w kolczykach, a jak wiadomo biżuteria to rzecz niemal niespotykana w przypadku lalek z SH. Rzadsze są chyba tylko buty. Ale za to ma pogryzione dłonie, w lewej brakuje dwóch palców. Mimo wszystko cud-miód, żadnej łysiny, żadnych kołtunów, plam i makijażu dzierganego długopisem.
I oczywiście powalająca uroda :-)
Kennedy jest romantyczką i do twarzy jej w kwiatach.
Jednak czasami zajmują ją sprawy całkiem przyziemne.
Jak widać na ilustracjach, wiosna na Warmii nabiera śmiałości. A jutro zakwitną śliwy :-)
---
P.s. Trwają poszukiwania zaginionej bliźniaczki... W okolicy słychać tępy dźwięk walenia się w głowę.
Zresztą nawet nie wiem, czy dzisiejsza bohaterka to na pewno Kennedy, a nie Barbie. Założyłam, że jednak Kennedy, a imię ma na pewno po ojcu. Ja rozumiem, że Ken i Barbie wiecznie młodzi, ale kiedyś przecież musieli mieć jakieś potomstwo!
Niezbadane są wyroki dziecięcych rąk i zębów. Lalkę wyciągnęłam z pomiędzy stosu pluszowych misiów, w spodniach należących z pewnością do którejś z My Scene, z włosami w niemal idealnym stanie i w kolczykach, a jak wiadomo biżuteria to rzecz niemal niespotykana w przypadku lalek z SH. Rzadsze są chyba tylko buty. Ale za to ma pogryzione dłonie, w lewej brakuje dwóch palców. Mimo wszystko cud-miód, żadnej łysiny, żadnych kołtunów, plam i makijażu dzierganego długopisem.
I oczywiście powalająca uroda :-)
Kennedy jest romantyczką i do twarzy jej w kwiatach.
- Drewnochron by się przydał!
- A gdyby tak boa z piór... i rosół...
- Lepszy lewy profil, czy prawy?
Od czasu do czasu tęsknie wypatruje, czy z lasu nie wyjeżdża książę na białym koniu.
A ponieważ księcia jakoś nie widać, marzy o przeprowadzce do miasta.
---
P.s. Trwają poszukiwania zaginionej bliźniaczki... W okolicy słychać tępy dźwięk walenia się w głowę.
sobota, 18 kwietnia 2015
Warmińska wiosna
W poprzednim życiu mój mąż jeździł na przełomie lutego i marca w okolice Zielonej Góry. Wracał po czterech dniach, patrzył na leżący wokół mniej lub bardziej obficie śnieg i mówił melancholijnie: "A tam już kwitną forsycje...".
Tak właśnie jest, uczyli nas nawet o tym na geografii, w tej złej, peerelowskiej szkole. Okres wegetacji mamy krótszy o jakieś 4-6 tygodni. Miesiąc i jeszcze trochę.
I sorry, póki śnieg - jak dzisiaj - pada w połowie kwietnia, nie wierzę w ocieplenie klimatu. A jeśli wierzę, to nawet trochę go pożądam. Wiosna byłaby dłuższa...
Na wiosenny spacer zabrałam dzisiaj maleństwo kupione w Kauflandzie. Według napisu na pudełku ma na imię Paula, według mnie (chociaż nie wszystkim lalkom nadaję imiona) - Lisa, bo kojarzy mi się z dziećmi z Bullerbyn. Może przez słomkowy blond na głowie, może przez błękit oczu, a może przez wiosenno-polarne ubranko?
Lisa wybrała się na poszukiwanie warmińskiej wiosny. Nie znalazła śniegu, a to już coś :-)
Znalazła za to kwiatki...
Pączki na jabłonce...
Laleczka była nieco droższa od lizaków (3,49? 3,75?), więc nic dziwnego, że wcześniej nie udało mi się na nią trafić - podejrzewam, że jej siostry znikają natychmiast po wyłożeniu na półki.
Tak właśnie jest, uczyli nas nawet o tym na geografii, w tej złej, peerelowskiej szkole. Okres wegetacji mamy krótszy o jakieś 4-6 tygodni. Miesiąc i jeszcze trochę.
I sorry, póki śnieg - jak dzisiaj - pada w połowie kwietnia, nie wierzę w ocieplenie klimatu. A jeśli wierzę, to nawet trochę go pożądam. Wiosna byłaby dłuższa...
Na wiosenny spacer zabrałam dzisiaj maleństwo kupione w Kauflandzie. Według napisu na pudełku ma na imię Paula, według mnie (chociaż nie wszystkim lalkom nadaję imiona) - Lisa, bo kojarzy mi się z dziećmi z Bullerbyn. Może przez słomkowy blond na głowie, może przez błękit oczu, a może przez wiosenno-polarne ubranko?
Lisa wybrała się na poszukiwanie warmińskiej wiosny. Nie znalazła śniegu, a to już coś :-)
Znalazła za to kwiatki...
Pączki na jabłonce...
Trawę... chyba już tegoroczną...
Gałązkę kwitnącej brzozy (z pozdrowieniami dla alergików)...
Nie spotkała za to bociana, który ewakuował się chwilę wcześniej. Ku wielkiemu zadowoleniu okolicznych żab i ślimaków.
Laleczka była nieco droższa od lizaków (3,49? 3,75?), więc nic dziwnego, że wcześniej nie udało mi się na nią trafić - podejrzewam, że jej siostry znikają natychmiast po wyłożeniu na półki.
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Wesołego jajka :-)
Dzisiaj zaliczyliśmy chyba wszystkie pory roku. Rano była zima - psy wróciły ze spaceru pięknie ozdobione śniegiem. Potem była krótka wiosna, mgnienie lata, a potem na zmianę - jesień, zima, wiosna, jesień, zima...
Kiedy wracaliśmy wieczorem do domu, bocian nadal stał w gnieździe, więc może to jednak wiosna?
Może...
Wszystkim pięknej wiosny życzę :-)
Kiedy wracaliśmy wieczorem do domu, bocian nadal stał w gnieździe, więc może to jednak wiosna?
Może...
Wszystkim pięknej wiosny życzę :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

