środa, 6 czerwca 2012

plastelina

Kilka tygodni temu mój syn miał przynieść do szkoły plastelinę. Na matematykę, nieco się zdziwiłam :)
Plastelina na lekcji była potrzebna w ilościach śladowych, reszta wróciła do domu. I z nudów zaczęliśmy sobie lepić. Najpierw misie, bo to pierwsze, co przyszło mi do głowy - poza ślimaczkiem ;) Potem ulepiłam pieska, jaka to rasa chyba widać. Model spał obok mnie pod kocem.


 Zdjęcia robił syn, komórką, niestety z lampą - dlatego nie widać, że miś MA pyszczek i tylne łapki tam gdzie trzeba. Bardzo przypomina mi mojego misia z dzieciństwa :)
Jamnik... jak to jamnik. Długie i rude.
Miś ma koło 5 cm, jamnik też mniej więcej tyle, na długość.


Ostatni raz lepiłam cokolwiek kilka lat temu, nawet nie pamiętam kiedy, więc bardzo się zdziwiłam, że całkiem zgrabnie mi poszło. Teraz będę myśleć o ulepieniu czegoś trwalszego - na próbę kupiłam modelinę i czekam na wolny weekend, bo póki co od trzech tygodni soboty i niedziele mam mocno zabiegane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz