Tak właśnie jest, uczyli nas nawet o tym na geografii, w tej złej, peerelowskiej szkole. Okres wegetacji mamy krótszy o jakieś 4-6 tygodni. Miesiąc i jeszcze trochę.
I sorry, póki śnieg - jak dzisiaj - pada w połowie kwietnia, nie wierzę w ocieplenie klimatu. A jeśli wierzę, to nawet trochę go pożądam. Wiosna byłaby dłuższa...
Na wiosenny spacer zabrałam dzisiaj maleństwo kupione w Kauflandzie. Według napisu na pudełku ma na imię Paula, według mnie (chociaż nie wszystkim lalkom nadaję imiona) - Lisa, bo kojarzy mi się z dziećmi z Bullerbyn. Może przez słomkowy blond na głowie, może przez błękit oczu, a może przez wiosenno-polarne ubranko?
Lisa wybrała się na poszukiwanie warmińskiej wiosny. Nie znalazła śniegu, a to już coś :-)
Znalazła za to kwiatki...
Pączki na jabłonce...
Trawę... chyba już tegoroczną...
Gałązkę kwitnącej brzozy (z pozdrowieniami dla alergików)...
Nie spotkała za to bociana, który ewakuował się chwilę wcześniej. Ku wielkiemu zadowoleniu okolicznych żab i ślimaków.
Laleczka była nieco droższa od lizaków (3,49? 3,75?), więc nic dziwnego, że wcześniej nie udało mi się na nią trafić - podejrzewam, że jej siostry znikają natychmiast po wyłożeniu na półki.