Własne cztery kąty - odwieczne marzenie ludu pracującego miast i wsi. Lalki mają pod tym względem jeszcze gorzej, bo cztery kąty w ich przypadku to na ogół szczelnie zamknięte pudło. Na kąty mieszkalne mogą liczyć rzadko, na dodatek najczęściej te kąty są tylko dwa.
Ale lepsze to niż nic, prawda?
Czy ktoś ze zgromadzonych pamięta, że mój późny powrót do zabaw lalkami wziął się z zachwytu nad domkami w skali 1:12? Zachwyt pozostał do dzisiaj, a w najciemniejszym zakamarku mojego jestestwa drzemie marzenie o takim domku. Który gdzieś, kiedyś na pewno...
Dwa kąty. W nieco większej skali i jako wprawka. Niedokończone i prowizoryczne, więc najprawdopodobniej bardzo długowieczne.
W roli modelek jeden świeży (bezimienny) nabytek i pokazywana już na blogu Kaja.
Po kilku miesiącach znajomości uznałam, że jej buzia podoba mi się na
tyle, że zasługuje na ruchome ciałko. To był mój pierwszy przeszczep :)
Nowa panna doprowadzała mnie do rozpaczy przewracając się co chwila, więc ustawiłam ją tak, żeby przewrócić się nie mogła. A wydawało mi się, że przyjechała do mnie z porządnego domu!
Moje dwa kąty może nie powalają kunsztem, ale mają kilka zalet. Niemal zerowy koszt, swobodny dostęp do materiałów, no i oczywiście to, że jam-ci je sama wykonała :D
Zielony fotel powstał wg pomysłu z Planety Parczun, a lampkę pożyczyłam od syna. Niestety muszę ją oddać, pilnuje.
piątek, 25 kwietnia 2014
niedziela, 13 kwietnia 2014
frywolne F
Kolejny odcinek potyczek z alfabetem.
Falbanka, w przeciwieństwie do swojej starszej siostry, falbany, nadaje lekkości. Jest beztroska i niepoważna. Trochę jak wiosna.
Forsycja podobnie jak errata, jako hasło dodatkowe... :)
Falbanka, w przeciwieństwie do swojej starszej siostry, falbany, nadaje lekkości. Jest beztroska i niepoważna. Trochę jak wiosna.
Forsycja podobnie jak errata, jako hasło dodatkowe... :)
Przy okazji zaliczyłam F jak falstart, za co ewentualnych zdezorientowanych przepraszam :)
sobota, 5 kwietnia 2014
E jak...
Wiem, wiem, pominęłam dwie literki. Możecie wierzyć lub nie, ale z braku cekinów i... dywanów. Jedyne jakie można znaleźć w moim domu, to dywaniki, na których śpią psy. Mało fotogeniczne :D
Encyklopedie uwielbiałam od kiedy pamiętam. Moją ulubioną była jednotomowa, wydana na cieniutkim, śnieżnobiałym, "biblijnym" papierze. W czasach, kiedy przeciętna książka była drukowana na papierze zbliżonym jakością do toaletowego (i nie o współczesny papier toaletowy mi chodzi), ta najpiękniejsza encyklopedia świata wydawała mi się absolutnym cudem. Już samo wertowanie było ogromną przyjemnością.
Tak, czasami też czytałam co w niej napisano ;)
Niestety, żadna z encyklopedii mojego dzieciństwa nie stoi już na półce. Padły ofiarą złodzieja. Taki nam się trafił głodny wiedzy przestępca...
W czasach nieco bardziej współczesnych stałam się szczęśliwą posiadaczką 30-tomowej wielkiej encyklopedii PWN.
Lalki miały w czym buszować.
Ale rzecz jasna zainteresowane były głównie tym, co encyklopedia ma do powiedzenia na ich temat.
Okazało się, że istnieje tylko hasło "Lalka teatralna". No cóż, nawet naukowcy wolą celebrytki.
I jeszcze jedno hasło na E. Związane nierozerwalnie z encyklopedią ;)
Encyklopedie uwielbiałam od kiedy pamiętam. Moją ulubioną była jednotomowa, wydana na cieniutkim, śnieżnobiałym, "biblijnym" papierze. W czasach, kiedy przeciętna książka była drukowana na papierze zbliżonym jakością do toaletowego (i nie o współczesny papier toaletowy mi chodzi), ta najpiękniejsza encyklopedia świata wydawała mi się absolutnym cudem. Już samo wertowanie było ogromną przyjemnością.
Tak, czasami też czytałam co w niej napisano ;)
Niestety, żadna z encyklopedii mojego dzieciństwa nie stoi już na półce. Padły ofiarą złodzieja. Taki nam się trafił głodny wiedzy przestępca...
W czasach nieco bardziej współczesnych stałam się szczęśliwą posiadaczką 30-tomowej wielkiej encyklopedii PWN.
Lalki miały w czym buszować.
Ale rzecz jasna zainteresowane były głównie tym, co encyklopedia ma do powiedzenia na ich temat.
Okazało się, że istnieje tylko hasło "Lalka teatralna". No cóż, nawet naukowcy wolą celebrytki.
I jeszcze jedno hasło na E. Związane nierozerwalnie z encyklopedią ;)
niedziela, 23 lutego 2014
BA, czyli lalkowy alfabet
Chciałam wziąć udział w zabawie od pierwszej litery, ale zapadłam w sen zimowy i nie zdążyłam z agrafką. Miałam pomysł, miałam lalkę, zrobiłam nawet kilka zdjęć... a potem zabrakło mi rozpędu na zrobienie wpisu.
Dopiero prawdziwie wiosenne słońce zmobilizowało mnie do wzięcia do ręki aparatu...
Proszę państwa, oto balon:
A jako post scriputm rzeczona agrafka:
----------------
W sesji udział wzięli: klonik Ddung, Nikki oraz balon. Różowy.
Błękitne niebo i chmurki gratis :)
Dopiero prawdziwie wiosenne słońce zmobilizowało mnie do wzięcia do ręki aparatu...
Proszę państwa, oto balon:
A jako post scriputm rzeczona agrafka:
----------------
W sesji udział wzięli: klonik Ddung, Nikki oraz balon. Różowy.
Błękitne niebo i chmurki gratis :)
sobota, 4 stycznia 2014
Panna Holly
Dzisiaj pora na drugą pannę świąteczną. Pannę, która miała się pojawić na blogu już rok temu, ale przypomniałam sobie o niej parę tygodni po świętach. Obiecałam jej sesję pod koniec 2013... i znowu zapomniałam, lansując Noelkę.
Nie miała dziewczyna szczęścia ;)
Oczywiście już po świętach przypomniałam sobie znowu, przez dwa dni ubolewałam nad swoją sklerozą. Albo roztrzepaniem. Albo kompletnym brakiem organizacji.
Nieważne.
Kiedy próbowałam zidentyfikować niebieskooką blondynkę zastanawiałam się przez chwilę, skąd ja tę zabawną drobną buźkę kojarzę. Poddałam się zakładając, że pewnie widziałam podobną gdzieś kiedyś u kogoś, na jakimś blogu. A od dwóch dni zła byłam na siebie, że zagapiłam się z pokazaniem na blogu lalki w świątecznej sukience, więc znowu będzie musiała rok poczekać.
Aż zajrzałam na forum i doznałam olśnienia.
Lalka w świątecznej sukience, od roku czekająca na swoje pięć minut, to właśnie znajoma zabawna buzia.
- Co za czasy! Do bielizny musiałam się rozebrać żeby ktoś się wreszcie łaskawie zainteresował!
A tak komponuje się z krzewem, któremu zawdzięcza imię.
Kupiłam ją od cholery dawno temu, może nawet w latach 90, bo co kilka lat miałam takie zrywy, żeby sobie kupić lalkę, rozpakować, pomacać i schować na szafie. Lalkowy coming out nie był łatwy ;)
Przeleżała ten czas w pudle, oryginalne pudełko wyrzuciłam niestety od razu. Jest więc w stanie niemal nienaruszonym, była tylko lekko zakurzona. Straciła pantofelki (ale nie wydaje mi się, żeby były wybitnie unikatowe, obstawiam zwykłe białe szpilki), a jej włosy przyprószyła siwizna - a przynajmniej tak to wygląda. W rzeczywistości to tylko wykruszający się z włosów klej, którym lalka miała usztywnione karbowanie. Nie czyściłam go, bo chciałam ją pokazać w stanie najbardziej zbliżonym do fabrycznego.
Sukienka, którą lalka ma na sobie, jest nieco absurdalna z naszego punktu widzenia - na ramiączkach, ozdobiona lekką koronką, ale za to w bożonarodzeniowe wzory? Najwyraźniej moja czekoladka spędzała święta w bardziej tropikalnych klimatach.
Chociaż w tym roku... sukienka wygląda podejrzanie dobrze.
Wygoniłam pannę w plener, oczywiście ze względu na światło.
Poszła na spacer z siostrą, dla porównania. Siostra w futerku, na bogato ;)
- Ale tatusia chyba masz innego?
Świąteczna Susy ma namalowaną białą bieliznę, sygnaturę CO na plecach, karbowane włosy i czekoladową skórę. Ciałko TNT, nogi zginane na dwa kliki.
Na zakończenie jeszcze zdjęcie w bieliźnie z fleszem, bardziej czekoladowo :)
Nie miała dziewczyna szczęścia ;)
Oczywiście już po świętach przypomniałam sobie znowu, przez dwa dni ubolewałam nad swoją sklerozą. Albo roztrzepaniem. Albo kompletnym brakiem organizacji.
Nieważne.
Kiedy próbowałam zidentyfikować niebieskooką blondynkę zastanawiałam się przez chwilę, skąd ja tę zabawną drobną buźkę kojarzę. Poddałam się zakładając, że pewnie widziałam podobną gdzieś kiedyś u kogoś, na jakimś blogu. A od dwóch dni zła byłam na siebie, że zagapiłam się z pokazaniem na blogu lalki w świątecznej sukience, więc znowu będzie musiała rok poczekać.
Aż zajrzałam na forum i doznałam olśnienia.
Lalka w świątecznej sukience, od roku czekająca na swoje pięć minut, to właśnie znajoma zabawna buzia.
- Co za czasy! Do bielizny musiałam się rozebrać żeby ktoś się wreszcie łaskawie zainteresował!
A tak komponuje się z krzewem, któremu zawdzięcza imię.
Kupiłam ją od cholery dawno temu, może nawet w latach 90, bo co kilka lat miałam takie zrywy, żeby sobie kupić lalkę, rozpakować, pomacać i schować na szafie. Lalkowy coming out nie był łatwy ;)
Przeleżała ten czas w pudle, oryginalne pudełko wyrzuciłam niestety od razu. Jest więc w stanie niemal nienaruszonym, była tylko lekko zakurzona. Straciła pantofelki (ale nie wydaje mi się, żeby były wybitnie unikatowe, obstawiam zwykłe białe szpilki), a jej włosy przyprószyła siwizna - a przynajmniej tak to wygląda. W rzeczywistości to tylko wykruszający się z włosów klej, którym lalka miała usztywnione karbowanie. Nie czyściłam go, bo chciałam ją pokazać w stanie najbardziej zbliżonym do fabrycznego.
Sukienka, którą lalka ma na sobie, jest nieco absurdalna z naszego punktu widzenia - na ramiączkach, ozdobiona lekką koronką, ale za to w bożonarodzeniowe wzory? Najwyraźniej moja czekoladka spędzała święta w bardziej tropikalnych klimatach.
Chociaż w tym roku... sukienka wygląda podejrzanie dobrze.
Wygoniłam pannę w plener, oczywiście ze względu na światło.
Poszła na spacer z siostrą, dla porównania. Siostra w futerku, na bogato ;)
- Ale tatusia chyba masz innego?
Świąteczna Susy ma namalowaną białą bieliznę, sygnaturę CO na plecach, karbowane włosy i czekoladową skórę. Ciałko TNT, nogi zginane na dwa kliki.
Na zakończenie jeszcze zdjęcie w bieliźnie z fleszem, bardziej czekoladowo :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)